nie daje sobie rady z życiem

a) strach – powstrzymuje Cię przed zrobieniem czegoś niebezpiecznego, co mogłoby Cię zabić lub mocno zranić. b) gniew – daje Ci siłę do obrony, po tym jak ktoś Cię zaatakował – fizycznie lub werbalnie. c) wstyd – pokazuje ludziom wokół Ciebie, że wiesz, że zrobiłeś coś źle, dzięki czemu są bardziej skłonni Ci Chyba każdy zadaje sobie pytania dotyczące życia, cierpień, śmierci czy przyszłości. Ważne są też dla nas codzienne sprawy, na przykład jak zarobić na utrzymanie albo jak mieć szczęśliwą rodzinę. Wiele osób znalazło w Biblii nie tylko odpowiedzi na pytania życiowe, ale też praktyczne rady przydatne na co dzień. Z przesłaniem odwagi i powodzenia, irena.mielnik.madej@gmail.com. Dariusz Pysz-Waberski Seksuologia , Pszczyna. 72 poziom zaufania. Dzień dobry. Jeśli nie ma Pani odwagi na konsultację z psychologiem to proponuję zadzwonić na bezpłatną infolinię Telefon Zaufania dla Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym - 116 123. Od okolo 9 miesiecy "mieszkalam"z chlopakiem, spedzalam z nim okolo 80 % swojego czasu, od miesiąca ma prace od 9 do 19 w dodatku wpadl w konflit z rodzicami i musi wracac do domu na noc( ogolnie wracal raz na tydzien). Nie moge sobie poradzic z tym, że go nie ma obok. Nie spie i nie jem bo ciagl “Jeśli nie poświęcisz czasu na pracę nad stworzeniem takiego życia, jakiego pragniesz, w końcu będziesz zmuszony spędzać dużo czasu na radzeniu sobie z życiem, którego nie chcesz”. — Kevin Ngo “Okiełznanie lub posłuszne poddanie się powściągliwości jest niezbędne dla naszego osobistego rozwoju i postępu”. nonton film doctor stranger episode 2 sub indo. Cześć, Kolejny raz na forum zawróce Wam głowe tym samym tematem, który w kółko u mnie króluje. Bezsennosc pojawiła się u mnie w pazdzierniku zeszłego roku w wyniku stresu związanego ze zmianami w życiu (wyprowadzka z domu rodzinnego). Zrozumiała sprawa. Teraz, po 8 miesiącach, trwa nadal. Czynników stresujących - brak. Wyprowadziłam się, jest świetnie, jestem z tego powodu szczęsliwa. Bezsennosc jednak nadal pozostała. W tygodniu (bo w weekendy spie dobrze) kładę się do łóżka zmęczona i zrelaksowana. Nie mysle o niczym, ne stresuje się niczym. Kładę się, chcę zasnąć, już czuje jakby miałlo to nastąpic i......nic. Mija godzina 24, 1, 2, 3.....Dochodzi do tego, że siadam i płacze z bezsilności. Rano oczywiscie musze wstac do pracy, ok. 6. Bez tabletek mogę spać max. 4,3 godziny. To nie jest do wytrzymania. To trwa od pażdziernika. Do pewnego momentu myslalam, ze się zbyt nakręcam i stresuje tym spaniem bo fakt, po tylu miesiącach miewam strach przed spaniem bo po prostu nie pamiętam, kiedy ostatnio zasnęłam w tygodniu naturalnie i się nie męczyłam. Więc siłą rzeczy juz ten strach wystąpił. Teraz po prostu ja już nie wiem co mi jest. Relaksacja, sport, higiena snu - nic nie zdaje egzaminu a uwierzcie mi, ze próbowałam. Po takiej nocy wstaje zmęczona i nie mam sił do funckjonowania. Przestałam lubic swoja prace bo zaczęła kojarzyc mi się ze zmęczeniem. Mysle, ze nawet czlowiek bez zaburzenia po tylu słabych nocach, w ktorych organizm nie moze sie zregenerowac czułby irytację i zmęczenie. Ja to mam od pazdziernika. Ratuję się tabletkami. Od ziołowych, syropków, passiflora itp, bellergot, nasen, a ostatnio aviomarin, który jest moim ratunkiem bo daje sen na 8 godzin. I pewnie, mogłabym teraz nie pisać tego posta i łykać sobie wesoło leki, ale mi nie o to chodzi. Jestem zrezygnowana, sfrustrowana, smutna i zmęczona, zmęczona tym problemem. Psychiatra polecił mi "terapię" nasenem, czyli zolpidemem. Przez 5 dni codziennie nasen, potem dwa dni przerwy i powtórzyć jeszcze raz ten cykl. Twierdzi, że to mi wyreguluje fazy snu. Ja do tego pomysłu podchodzę sceptycznie i jeszcze tej formy "leczenia" nie próbowałam. Chcę spać bez tych pieprzonych leków. I mówie sobie "ok dzis nic nie łykniesz". Nie łykam - i nie spie. Czuje, ze kłądąc się mam czysty umysl, bez stresów. Potem mijają godziny, oczy się zamykają ale snu nie ma. Jakby mi sie coś poprzestawiało, jakbym nie umiała już spać naturalnie. To mnie wykańcza, trwa już za długo. Zauwazylam, ze jestem często smutniejsza i bardziej nerwowa niż zwykle - i do cholery, trudno mi się dziwić. Nie potrafię nabrać dystansu do tego, nie potrafie mieć w du*ie tego, że ledwo zipie bo jestem zmęczona a trzeba isc do pracy i gadac z ludzmi. Serio, nie potrafie nabrac do tego problemu dystansu bo zbyt do wplywa na moje zdrowie, nawet nie tyle co psychiczne ale fizyczne. Pewnie, mogę isc do psychiatry, da mi leki, pewnie antydepresanty zebym spała. Świetnie, tylko najczęsciej slysze ze osoby, ktore braly tego typu leki, po odstawieniu nadal nie mogly spac. Nie urządza mnie to w takim razie. Jest mi ciiężko, jest mi cholernie smutno i zle. Dziś wstałam po 3 godzinach snu, zaczęłam przygotowywać się do pracy i nagle poleciały mi łzy. Popłakałam się jak małe dziecko. Rozsypałam się już. Kochani, proszę o rady, o Wasz punkt widzienia i opinie. Proszę o pomoc. Nie analizuj Nie twórz katastroficznych wizji Nie narzucaj sobie presji Puszczaj kontrolę Nie pije od pięciu miesięcy,o ile z alkoholem daje sobie radę, to w życiu rodzinnym już coraz gorzej. Boję się że to mnie w końcu przerośnie. Gdzie szukać pomocy? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj na forum , napisz więcej o sobie Marcin .. o rodzinie także. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj,jestem Marta jak do tej pory sobie pomagałeś? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj na forum Ukończyłeś jakąś terapię, czy tylko zakręciłeś butelkę ? Gratuluję Ci pięciu miesięcy. Jestem Darek alkoholik Podróż na tysiąc mil zawsze zaczyna się od pierwszego kroku... Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Alkohol był stałym elementem mojego widziałem problemu w moim piciu,pilnowałem pracy w domu niczego nie brakuje. Żona tylko od czasu do czasu zwracała uwagę że przesadzam. Spływało to po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Dopiero problem mojego dziecka z używkami różnego rodzaju i moja niemoc z pomocą mu z tym problemem popchneła mnie do decyzji wyeliminowaniu alkoholu z mojego życia Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Pomógł mi kolega który walczy z nałogiem od ponad roku. I uswiadomienie sobie że problemy moiego dziecka z alkocholem. To w dużej mierze moja wina. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Jak sobie radzisz nie pijąc? korzystasz z terapii , terapeuty?..Alkoholizm to choroba ,która dotyka całą rodzinę. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Tsu Marcin Ja też 44 Alkoholik. W końcu bez złudzeń co do tego. jestem tylko przechodniem na tle wybranego miasta mam papierosy i drobne i dziurę w kieszeni płaszcza Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Jak narazie z nie piciem całkiem dobrze mi idzie. Ale nie wiem czy dam radę w tym trwać. Ciężko mi na co dzień w relacjach rodzinnych. Mocne huśtawki nastrojów. Ze skrajności w skrajność poważnie myślę o jakiejś grupie wsparcia,terapii. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Gdy piłem byłem dobry dla wsystkich. Dla żony bo chciałem żeby przymykała oko na dwa piwka lub 100 gram co dzień, na soboty z utratą pamięci. Dla dzieci które wykorzystywały ojca na lekkim cyku. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Mariusz zacznij działać i szukać wsparcia w terapii , u terapeuty i na mittingach jest cieżki i bardzo ważny w trzewieniu, szkoda byłoby tego czasu ,który już masz za obwiniaj sie za dziecko , tu nie ma winnych , nie miałeś wpyływu na siebie za bardzo a co dopiero za syna..znam to z Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj Marcin Udanie się po wsparcie, kontakt z innymi niepijącymi, zmiana schematów, praca nad emocjami, dużo tego, ale możliwe do realizacji. Jestem Monika alkoliczka. Nie próbuj przeskakiwać schodów, kto ma długą drogę przed sobą, nie biegnie - Paula Modersohn-Becker (,,,) nie nauki...czujesz, że to nie tak - Przyjaciel Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Marcin ja Ciebie rozumiem, tylko Ty trzeźwy i robiący coś ze swym problemem alkoholowym możesz wytrącić synowi z ręki ewentualny argument, który wpędzać Cię może w poczucie winy z powodu jego picia. Gdyby uzasadniał swoje picie Twoim - mógłbyś spokojnie powiedzieć: ale ja zacząłem działać. Mój dobry kumpel z AA czasem straszy syna na wesoło, że jakby co - będzie musiał chodzić na mitingi z ojcem, więc niech się pilnuje z alkoholem. Myślę, że nie pozostaje Ci nic innego, jak dać "dobry przykład", by odsunąć od siebie poczucie winy. Wszak przysłowie ludowe: "jaka woda - taki młyn, jaki ojciec - taki syn",. nie działa w takich przypadkach na każdego na ojca optymistycznie, tak samo jak niepodważalny fakt, iż rodzic jest jednak jakimś dla dziecka wzorcem. Nie podbudowuj się swoją dobrocią dla innych w domu w czasie swego picia, bo miałeś w tym swój interes. Kupowałeś sobie u nich przyzwolenie na picie. Jestem alkoholikiem - witaj, czytaj, pisz i działaj w realu - terapia albo mitingi. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Ostatnia edycja: przez andrzejej. Marcin Dziś nie piję, dlatego właśnie dziś robię dla siebie coś, za co podziękuję sobie w przyszłości. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Nie próbuje w żaden sposób podbudowywać się moją dobrocią wobec innych,podczas mojego picia. Do czego zmierzam kiedyś byłem miły dla bliskich bo miałem w tym interes. Teraz gdy nie pije trochę przestaję mi zależeć. Coraz rzadziej przygotowuje kolacje obiad czy niedzielne śniadanie co pewnie było wynikiem moralnych kaców. Wspólne szwendanie się po galeriach aprobata wszystkich wyborów drugiej połowy. Długie rozmowy przy butelce wina. Teraz mamy dużo mniej kolegów znajomych. Robię się zgorzkniały, żona mówi niby że woli ten stan ale daje mi do zrozumienia że jastem ciężki lekko mówiąc. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Marcin konieczne jest fachowe wsparcie , zmiana relacji w rodzinie to mozolna praca , nie wiem czy Twoja żona Cie wspiera ? czy żąda trzezwości sama pozostając tą samą gdy piłeś..terapeuta dla Ciebie, psycholog dla żony też byłby pomocny zrozumieć zmiany w rodzinie bo to nie jest proste i w rodzinie dysfunkcjnej jest bardzo pogmatwane we wszystkim .Ale Twoja trzeżwość dla Ciebie to gdyż Ty możesz być tym poczatkiem dobrych zmian w Twojej rodzinie. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Chyba sam niepostrzeżenie zasiałem w sobie ziarno niepewności. Nie wiem czy mogę tu pisać takie rzeczy? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Dlatego tu jestem fizycznie nie wlewam w siebie alkoholu,ale w mojej głowie myślach jest coraz częściej. O wiele częściej niż chociażby trzy miesiące wstecz Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Marcin tu na forum jesteś zupełnie anonimowy , wszyscy tu jesteśmy z bardzo podobnymi problemami/ sądzę ze nie musisz się niczego masz na myśli pisząc o swojej niepewności? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Wiem że to dobrze dla mnie i dla moich bliskich że nie pije. Tylko się boję że zaczynam im fundować jakiś kolejny stan w którym to ja się dobrze czuje a oni nie koniecznie. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. To egoizm przeze mnie przemawia. Teraz wolny czas który kiedyś spędzałem na piciu i rozmowach z kolegami, zmieniłem na pasie które były na drugim planie. Ale wraz to są moje pasje i przez nie zaniedbuje bliskich. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Hej, jestem Dawid alkoholik.. mamy podobny staz nie picia bo mi niedawno minelo tez 5 miesiecy. Ja jestem sam ale tez mam ciezki okres, pomagaja mi mityngi i program AA. Pomagaja rowniez rozne publikacje na yt o alkoholizmie i lektury, latwiej zrozumiec siebie. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Jeśli chodzi o moją niepewność to nie to czy dobrze robię próbując nie pić, tylko czy robię to w dobry sposób ,myślę że nie najlepszy. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj Marcinie na forum Jestem alkoholikiem ,który też doświadczył nie najlepszych sposobów trzeźwienia. Samo nie picie ,to jeszcze nie to zeby zmienić stare schematy potrzebowałem terapii,mityngów AA,spotkań i wysłuchania doświadczeń drugiego alkoholika. To jest czasie picia utraciłem wiele stref mojego życia w życiu rodzinnym. Po to żeby je odzyskać ,potrzebowałem czasu,dużo da się tego odzyskać tylko nie było potrzeba moich realnych jak zacząłem pracować nad sobą,nie oczekując nic w zamian,zacząłem pomalutku dostrzegać ,że idę w dobrym kierunku. Pozdrawiam i życzę mądrego wyboru dalszej trzeźwej drogi Jurek alkoholik. Pomagając sobie pomagasz innym. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Cześć Jurek coraz bardziej uświadamiam sobie że sam nie dam rady naprawiać czegoś przy okazji czegoś nie psując Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Bardzo dobrze,że sobie że to dobry czas na realne działanie. Masz jakiś plan na siebie ? Pomagając sobie pomagasz innym. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Szczerze nie bardzo. Jest w moim mieście klub AA ale nie wiem czy chcę tu u siebie szukać pomocy. To dosyć mała społeczność na pewno wiele znajomych twarzy. Ciężko by mi było się przed nimi otworzyć Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. . alkoholik. "Chętnych los poprowadzi, niechętnych wlecze"- Seneka Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Cześć Marcin Z tego co czytam nie pijesz 5 miesięcy ale nie doczytałam się czy cokolwiek robisz w kierunku by sie nie napić za jakiś czas. Bo o to w tym wszystkim chodzi żeby nie pić tylko dziś i żeby tych dni było jak najwięcej. Chodzi też o to żeby nie pijąc czuć się dobrze, mieć dobry humor, być dyspozycyjnym i rozmownym. Do tego potrzebna jest wiedza i drugi Alkoholik. Wsio podane, gotowiec, tylko iść do specjalisty lub/i na miting. Mieszkam a małym miasteczku i w nim chodzę na mitingi i na grupę wsparcia. Nie wstydzę się, wstydziłam się jak piłam. Nie boję sie plotek o mnie bo mnie nie dotyczą, więc czuję się czysta i wolna od zarzutów. To można osiągnąć dzięki własnej pracy, zrozumienia, rozmów z tymi, którzy mają taki sam problem jak Twój. w tych rozmowach dowiesz sie jak inni sobie radzili. Teraz obniżony nastrój, apatia, milczenie to dość normalne. To minie ale nie samo. Trzeba temu pomóc Słowo raz wypuszczone nigdy nie powróci. Emilka Alkoholiczka Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Cześć szekla. Nie robię nic by nie napić się w przyszłości, dlatego tu jestem. Nie składam deklaracji wobec siebie niczego sobie nie obiecuje bo wiele razy zawiodłem siebie i moich bliskich. Bardziej boję się utraty tego czasu bez alkoholu niż samego napicia się. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Powtarzam się jest mi dobrze z moim niepiciem. Chcę jeszcze żeby ludzie w około mnie dobrze się czuli. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Najpierw ugruntuj tę radośc w sobie a potem zajmij się otoczeniem. Niezmienne jest tylko to, czego zmienić nie chcemy Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. fot. Adobe Stock Po trzeciej w ciągu dwóch miesięcy infekcji Helenki zaczęłam mieć wrażenie, że na naszą rodzinę ktoś rzucił klątwę. Dzieci wiecznie były chore, Janek miał problemy z szefem, ja stłukłam kryształową misę od babci… Wszystko szło coraz gorzej, a do tego mąż poinformował mnie, że do Polski przyjeżdża jego mama. – Ale teraz? Do nas? – wpadłam w popłoch. – Skąd taki pomysł? – Nie widziała nas od naszego ślubu – przypomniał mi. – No i chce poznać wnuki. To chyba normalne, nie sądzisz? Twoja mama praktycznie u nas mieszkała po pierwszym i drugim porodzie. No tak, tyle że moja mama jest zgodną, ciepłą kobietą, która każdemu nieba przychyli. A moja teściowa… Wiem, że wiele synowych utyskuje na teściowe, i zawsze sobie obiecywałam, że ja taka nie będę. Chciałam się dogadać z panią Romaną, zaskarbić sobie jej sympatię. Tyle że podczas ślubu i wesela byłam w ogromnym stresie, a ona wyglądała na absolutnie niezadowoloną ze wszystkiego. Już na naszym weselu pokazała, na co ją stać – No tak, mama jest bardzo wymagającą osobą – przyznał mi rację świeżo upieczony małżonek. – Właściwie to bym powiedział, że jest perfekcjonistką. U nas w domu nic nie miało prawa leżeć nie na swoim miejscu. – Ale to były tylko pomylone winietki… – westchnęłam. To była główna przyczyna niezadowolenia mamy Janka. Jakimś cudem winietka z jej imieniem znalazła się przy bocznym stole zamiast przy głównym. Błąd szybko naprawiliśmy, ale widziałam dezaprobatę na twarzy teściowej. Do tego skomentowała, że mój perłowy lakier do paznokci jest „bardziej wieczorowy niż ślubny” i dwa razy odesłała kelnera z daniem, bo coś jej nie pasowało. Tak, rzeczywiście pasowało do niej słowo „perfekcjonistka”. I właśnie dlatego wpadłam w panikę, że przyjeżdża. Bo ja – dla odmiany – byłam absolutnie nieperfekcyjna. Nie mam pojęcia, jak pani Romana zdołała wychować trójkę dzieci i utrzymać przy tym nieskazitelny porządek. Ja nie dawałam sobie rady już z jednym, a kiedy urodziłam drugie, nasz dom zaczął przypominać obóz przetrwania. Posprzątane nie było praktycznie nigdy, chociaż pilnowałam, żeby nie było brudno. Ale mnóstwo rzeczy zdecydowanie nie leżało na swoich miejscach. Ba! Spora część z nich nawet takiego miejsca nie miała, jak tor samochodowy Leosia rozłożony w dużym pokoju czy piłka do fitnessu, na której uwielbiała podskakiwać Helenka. Po prostu trzeba było lawirować pomiędzy tymi przeszkodami, starając się na nic nie nadepnąć ani niczego nie zniszczyć. – Nie mam czasu ani siły sprzątać przed przyjazdem twojej mamy – powiedziałam mężowi. – Może tylko ogarnę łazienkę. Mógłbyś wynieść słoiki do piwnicy? I zabrać te pousychane kwiatki z parapetów? – Jak znajdę chwilę – odmruknął, sprawdzając coś w smartfonie. Normalka. Mimo że oboje pracowaliśmy zawodowo, Janek wyniósł z domu przekonanie, że on nie musi się tym domem zajmować. Nieraz opowiadał mi, jak to jego ojciec przynosił mamie kwiaty i ją komplementował za to, że tak wspaniale prowadzi mu dom. Tyle że teść pracował, natomiast pani Romana nie. A ja? Po pracy miałam drugi etat w domu – pranie, sprzątanie, gotowanie… Ale nie miałam też złudzeń – skoro mój mąż jako dziecko nie wykonywał żadnych prac domowych i nie widywał ojca pomagającego mamie, to marne są szanse, żeby palił się do równego podziału obowiązków domowych. Nieszczęsne martwe rośliny usunęłam dziesięć dni później, kiedy teściowa dzwoniła domofonem. Upchnęłam je do kosza na śmieci, a puste słoiki wsunęłam pod stół. Chwilę później na progu stanęła starsza dama w wiśniowej sukience i z elegancką walizką na kółkach. Żołądek ze stresu zacisnął mi się w wielki węzeł. Teściowa była na szczęście zmęczona podróżą i szybko poszła spać. Ja zajęłam się sprzątaniem po kolacji. W pewnym momencie jej sylwetka pojawiła się za szklanymi drzwiami do kuchni. – Ojej, byłam za głośno? – zmartwiłam się, że nie daję jej spać. – Już kończę. Tyle tych garnków i naczyń po całym dniu… – Dużo gotujesz – zauważyła. – Dzieci nie mają obiadów w przedszkolu? Odpowiedziałam, że mają, ale o dwunastej trzydzieści, więc i tak muszą zjeść coś ciepłego w domu. – Więc gotujesz wieczorami na następny dzień? – chciała wiedzieć. Czułam się jak na przesłuchaniu, ale grzecznie odpowiedziałam, że tak, wieczorami, kiedy wrócę z pracy, a potem wkładam jedzenie do lodówki. Teściowa rozejrzała się po zagraconej kuchni i dałabym sobie głowę uciąć, że pomyślała, jaką jestem fatalną panią domu. Następnego dnia było jeszcze gorzej. Leoś miał stan podgorączkowy, więc nie zawiozłam go do przedszkola. Jak zawsze, kiedy któreś z dzieci chorowało, wzięłam pracę zdalną, co oznaczało w praktyce, że jednocześnie zajmowałam się marudnym maluchem i obsługiwałam klientów naszej firmy przez specjalny formularz. Teściowa weszła, kiedy odpisywałam na zażalenie w sprawie opóźnionej wysyłki towaru, jednocześnie pozwalając synkowi jeździć mi po plecach samochodzikiem, bo wtedy przynajmniej był czymś zajęty. – Wcześnie wstałaś – rzuciła. – Dzisiaj będziesz w domu? – Mały coś złapał. Ale normalnie pracuję. Zrobić mamie kawy? – już chciałam wstać od komputera, chociaż nie skończyłam maila z wyjaśnieniami dla klienta. – Mnie? – uniosła brwi. – Nie, ale ja ci mogę zrobić. Po chwili była już w kuchni. Przez przedpokój widziałam, jak ściera blat i czyści ekspres. Znowu czułam jej milczącą dezaprobatę. Wiedziałam, że ma mnie za beznadziejną gospodynię Teściowa zaoferowała, że zrobi obiad, żebym ja mogła pracować. Ale nim obrała jarzyny, naostrzyła mi noże, a potem zrobiła porządek w szafce z kaszą i ryżem. Kiedy jedliśmy, dużo pytała o to, kiedy mam czas na prowadzenie domu i czy lubię swoją pracę. Wiedziałam, do czego zmierza, i supeł w moim żołądku rósł. – O, ale tu czysto! – skomentował Janek po powrocie z pracy. Tak, było czysto, bo jego matka wszystko posprzątała! A ja czułam się przez to jak ostatnia fleja. Wiedziałam, co o mnie myśli: że nie daję sobie rady. Wyczuwałam krytykę w jej uniesionych brwiach, kiedy zajrzała do lodówki, i głębokim westchnieniu, gdy otworzyła szafkę pod zlewem. Próbowałam tłumaczyć, że późno wracam z pracy, a zawsze jest tyle do zrobienia, że po prostu nie miałam kiedy uporać się z tymi szafkami. Kiedy odkryła słoiki pod stołem, z rezygnacją westchnęłam, że prosiłam o to Janka przez ponad tydzień. Brwi teściowej powędrowały jeszcze wyżej, a ja przypomniałam sobie, że ona niczego nie wymagała od swojego męża. Musiałam wyjść do apteki po lekarstwo dla Leosia. To była chwila ulgi, ale wracałam zestresowana, wiedząc, że teściowa właśnie rozmawia sam na sam z synem. Zapewne o tym, jaką fatalną żoną i gospodynią jestem. Kiedy stanęłam pod naszymi drzwiami, usłyszałam jej podniesiony głos: – To absolutnie niedopuszczalne! Małżeństwo nie na tym polega! Zapiekły mnie oczy i miałam ochotę uciec. Teściowa mówiła dalej: – Jak mogłeś do tego dopuścić?! Rozejrzyj się! Nagle podjęłam decyzję, że nie ucieknę. Nie! Wejdę tam i powiem jej, że pracuję i nie mogę poświęcać się domowi i rodzinie tak jak ona! I że nie ma prawa mnie osądzać! Otworzyłam drzwi i wtedy usłyszałam ciąg dalszy przemowy teściowej: – …nie pomagał mi. Ale ja nie pracowałam, więc mogłam prowadzić mu dom. Twoja żona pracuje i należy jej się za to szacunek. Żebyś ty jej przez tydzień słoików do piwnicy nie wyniósł?! Wstyd mi za ciebie! To twoja żona, a nie służąca! Słyszałam niemrawe protesty Janka, ale jego matka jeszcze nie skończyła. Obsztorcowała go, że nie dzieli się ze mną obowiązkami domowymi i nawet nie pozmywał po wczorajszej kolacji. A na koniec oznajmiła swojemu synowi, że ma wspaniałą żonę i musi się postarać, żeby na nią zasługiwać. Zupełnie mnie zatkało. Wyszłam wtedy po cichutku i wróciłam po dziesięciu minutach. Nigdy się nie przyznałam, że słyszałam tę rozmowę. Teściowa została jeszcze kilka dni, posprzątała mi, co tylko mogła, zajmowała się dziećmi. Faktycznie okazała się perfekcjonistką, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Kiedy się z nami żegnała, widziałam, jak groźnie popatrzyła na Janka To było spojrzenie z gatunku: „Pamiętaj, co ci mówiłam!”. I chyba pamięta, bo już nie muszę prosić go sto razy o zrobienie czegoś. Czasami nawet nie muszę prosić raz, bo sam sprząta, zmywa i wynosi słoiki. Naprawdę lubię moją teściową! Czytaj więcej prawdziwych historii:Rok mieszkałam z teściami. Teściowa wtrącała się we wszystkoZnaliśmy się 2 lata, ale on nie chciał przedstawić mnie rodzinieByć kochanką to jak żywić się resztkami i odpadkami z cudzego stołu zapytał(a) o 22:25 Nie daje sobie rady z życiem co zrobić ? Odpowiedzi polecam popisać z bbartuś72 Polecam wizytę u psychologa Pozdrawiam. Mam myśli samobójcze ok. 2-3 razy dziennie. Pozdrawiam. Damy radę ;) Jakoś. Ta. blocked odpowiedział(a) o 22:28 dałam życiu ostatnią szansę Przemysl sobie kilka rzeczy, jak postąpić co sprawia że sobie nie radzisz itpp Od dawna się zastanawiam ale nie widzę rozwiązania wszystko co dzieje się moim życiu jest przeciw mnie Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Witam! Mam 19 lat i jestem uczniem 3 klasy technikum. Kiedyś w swoim życiu doświadczyłem alkoholizmu w rodzinie. Był to krótki okres kiedy miałem 11 lat ale to pociągnęło za sobą różnorakie konsekwencje. Ze względu na problemy finansowe i brak wyjścia z sytuacji mój tata zaczął szukać rozwiązania w alkoholu. Potem zapisał się do AA i udało mu się zwalczyć nałóg. Wiadomo, że przez to nasza relacja już nigdy nie będzie taka jak była. W dzieciństwie słyszałem co pamiętam jak ojciec "zabije mnie i matkę", pamiętam do dziś tę sytuację i emocje, smutek i lęk z nią związane. 4 lata temu dowiedziałem się, że będziemy się przeprowadzać i przez to się załamałem. Zamknąłem się w sobie, nie nawiązywałem nowych relacji, nigdy nie miałem dziewczyny. Sytuacja finansowa sprawiła, że samemu zarabiałem na moje potrzeby i na przykład samemu kupowałem sobie ubrania. Pozytywnym aspektem tego było nabycie doświadczenia zawodowego, pracując w fast foodzie. Obecnie moje problemy skupiają się na na tym, że niezbyt odnajduję się w relacjach z innymi. Szczególnie boli mnie fakt, że nigdy nie miałem dziewczyny. Nie jestem przekonany co do mojej przyszłości, nie wiem co będę w życiu robił. Jak się w coś angażuję to robię to przez jakiś czas i jak się pojawiają przeszkody to porzucam to zadanie. Gdy jestem zły na siebie, ponieważ nie zrobiłem tego co sobie zaplanowałem, narzekam na życie i obwiniam o wszystko rodziców i moje pochodzenie lub uciekam od problemu. Ucieczka od problemu polega generalnie na odcięciu się od problemu i grze w jakąś grę komputerową, nałogowym oglądaniu bezwartościowych filmów na YT, bądź też masturbacji i przebywaniu na portalu erotycznym. Z tym ostatnim jest największy problem, ponieważ gdy zastosuje taką ucieczkę i spędzę na takim portalu parę godzin a podczas kwarantanny zdarzało się i dni (całych dni spędzonych tylko tam) to odczuwam potem ogromne poczucie winy i smutek, który rujnuje moje kolejne dni. Czasem też formą tej ucieczki jest narzekanie, potrafię parę godzin dziennie narzekać i użalać się nad sobą. Okres kwarantanny w większości był dla mnie zmarnowanym czasem, generalnie z mojej winy. Nie wykorzystywałem go w pełni, choć też nie mogę powiedzieć, że nie miał sensu. Przebyłem więcej z samym sobą i zrozumiałem siebie w większym stopniu niż na jakim to było wcześniej. Podczas zamknięcia w domu zacząłem się uczyć gry na gitarze po 30 min dziennie. Były momenty w których zamierzałem rzucić to hobby lecz przemogłem się i walczyłem by być w tym coraz lepszy. Teraz niestety nastąpił kryzys, by wejść na kolejny wyższy poziom gry na gitarze trzeba włożyć większy wysiłek a ja mam przed tym opory psychiczne i tego unikam. Podobnie też było kiedy zacząłem chodzić na siłownię na początku ubiegłego roku. Gdy zacząłem moim celem było zrzucenie wagi co siłą woli udało mi się (w tamtym okresie też zaprzestałem masturbacji co w moim odczuciu pomogło mi w osiągnięciu tego celu). Lecz tak samo w przypadku siłowni nie robiłem tego na czym mi zależało, wybierałem łatwiejsze drogi, zamiast uczyć się wykonywania poprawnej techniki ćwiczeń to wykonywałem wszystko byle jak przez co nabawiłem się drobnych kontuzji, co potem odrzuciło mnie od siłowni. Wiem, że problem jest we mnie i przez niego nie osiągnę w moim życiu istotnych dla mnie celów. Moi rodzice też są starsi ode mnie co też mnie smuci, że do końca nie rozumieją rzeczy, które mnie interesują. Boli mnie też fakt jak pomyślę, że nie miałem takiej młodości jak moi rówieśnicy. Podczas gdy oni chodzili na imprezy czy też wiedli ciekawe życie ja stosowałem uniki od rzeczywistości do rzeczywistości wirtualnej (bezczynnie grając w gry i oglądając filmy na yt). Mam tak, że jak gram w jakąś grę to nie odczuwam z niej radości, nie traktuję jej jako rozrywkę i po prostu gram albo oglądam film bez uwagi byle się odciąć od rzeczywistości. Apropo porzucania moich zajęć to widoczne to jest w wielu dziedzinach życia (zakupiłem sobie aparat by robić zdjęcia lecz potem się zniechęciłem, zakupiłem domenę pod bloga lecz nawet go nie dokończyłem i się zniechęciłem, uczyłem się programowania i po napotkaniu trudności się zniechęciłem). Ostatni parę lat spędziłem w wysokiej toksyczności (albo unikając rzeczywistości albo wyżywając się na rodzicach, krytykując ich za wszystko oraz narzekając). W okresie kiedy byłem tym całym negatywnym myśleniem najbardziej przeciążony udałem się na psychoterapię poznawczo-behawioralną. Byłem na 6 sesjach i potem zrezygnowałem. Do samej terapii nie mam żadnych zastrzeżeń, ponieważ to ja sam tak na prawdę nie wykonywałem zadań zleconych przez terapeutkę i traktowałem to jako pomoc bez wysiłku, myśląc, że samo przychodzenie tam mnie jakoś zmieni. Prawdą jest, że te sesje, które tam spędziłem pomogły mi w jakimś stopniu. Na pewno ukierunkowały w jakimś stopniu moje myślenie i zmusiły do refleksji nad sobą. Zniechęcony terapią skłamałem terapeutce, że nie mogę w niej uczestniczyć z powodów finansowych co było kłamstwem. Zaproponowała mi bezpłatne spotkanie wyjaśniające powody rezygnacji i odbywanie sesji tylko 2 razy w miesiącu. Ja nie odpowiedziałem na wiadomość, czuję się z tym mega nie fair. W tamtym czasie mając te 18 lat myślałem o tym tylko, żeby mieć więcej pieniędzy dla siebie nie zważając na to, że terapia na pewno pomogła by w dłuższym okresie czasu. Lecz tu widać kolejny aspekt mojego szybkiego rezygnowania i braku dyscypliny. Nie wiem co mam obecnie zrobić, marnuję swoje dni nie robiąc w większości nic produktywnego. 2 dni temu podczas mojej "ucieczki od rzeczywistości" założyłem znowu konto na portalu erotycznym. Akurat tam by do kogoś pisać trzeba wykupić konto premium co kosztuje 10zł. Łącznie na zakładanie nowych kont i wydawanie na to pieniędzy wydałem około 400zł. Raz zrobiłem to wieczorem i usunąłem zaraz po skończeniu masturbacji, czując poczucie winy, kolejny raz zrobiłem to wczoraj z rana i znowu wydając pieniądze i masturbując się usnuąłem tam konto. Przez kolejne dni odczuwałem ogromne poczucie winy i smutek związany z tym co zrobiłem. Sprawiło to nawet, że nie poszedłem dziś na praktyki zawodowe, które zostały dziś wznowione i wytłumaczyłem się w e-mailu do pracodawcy, że miałem problemy żołądkowe. Bałem się w tym celu nawet zadzwonić. Tak na prawdę poczucie winy i smutek sprawiły, że nie udałem się tam. Moje zachowanie nie było w żadnym stopniu odpowiedzialne i godne uznania za "dorosłe". Z moim negatywnym nastawieniem do życia staram się walczyć dlatego też prowadzę pamiętnik w którym zapisuję co danego dnia zrobiłem i jakie pozytywne rzeczy tego dnia się zdarzyły. Lecz moje negatywne zachowania (narzekanie i użalanie się nad sobą, wybuchy złości) jak dojdą do głosu to potrafią mi zabrać parę godzin z mojego dnia. Staram się też rozwijać na różne sposoby (czytam książki). Zakupiłem też książkę samopomocową na temat terapii schematów lecz nie stosuję tego wszystkiego w praktyce. Książka dała mi jednak na pewno jakąś wiedzę, która możliwe, że nawet podświadomie mi pomaga. Chciałbym coś w życiu osiągnąć i czuję, że marnuję moje naturalne zdolności i nie jestem tym kim mógłbym być. Zastanawiam się nad powrotem na terapię (to znaczy do innego terapeuty bo ten nie prowadzi już działalności w miejscu w którym mieszkam). Problemem jest to jednak, że nie chcę brać udziału w terapii online, która jest teraz jednym rozwiązaniem. W większości moi rodzice są w domu i mogliby usłyszeć taką rozmowę a to dla mnie jest intymna rozmowa o mich problemach i wolałbym odbyć ją w tradycyjnym stylu. Niestety obecnie to nie jest możliwe. Dlatego proszę o pomoc, o jakieś praktyczne rzeczy, które mogę zacząć zmieniać by w moim życiu było lepiej. Nie radzę sobie do końca z tym wszystkim.

nie daje sobie rady z życiem