nikt nie będzie z tego strzelał
FC Barcelona w sobotę kolejny raz rozczarowała i straciła punkty w lidze (remis 1:1 z Rayo Vallecano), ale nie ma czasu na rozpamiętywanie. Już za dwa dni piłkarze Xaviego Hernandeza
Teraz będzie używał główniekosy. Będę mówił za siebie, ale - doceniając oczywistą, symboliczną wymowę tego gestu w konwencji, w której umowna przemoc jest sednem zabawy - mam w głowie przynajmniej 21321 scenariusze kreskówki, w których kosa jest równie przerażającym narzędziem mordu i zagłady co strzelba.
Jak się później okazało, nie był to jedyny tego typu hat-trick gwiazdy Juventusu Turyn na tym turnieju. Trzy dni później, 19 czerwca 1984 r., popisał się kolejnym. 3 / 8
Bo Andrzej Owsiński, z jednej strony, jest artystą (w 2010 roku skończył ASP w Warszawie), z drugiej - nauczycielem biologii w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum (studiował Biologię na UW). W mniejszej sali Promocyjnej zobaczymy pejzaże, w tym obraz Nikt nie będzie z tego strzelał, od którego pochodzi tytuł wystawy.
Wszyscy to wiedzą, nikt nic z tym nie robi. Ale kompletną tragedią jest to, że NIKT ZA TO NIE ODPOWIADA, NIKT NIE PONOSI KONSEKWENCJI. Wielokrotnie składałem skargę do MZK, na pewno już mnie tam znają. I kończyło się to tym, że nie widzieli uzasadnienia dla reklamacji i roszczeń.
nonton film doctor stranger episode 2 sub indo. .Szewcy to ludzie, którzy robią buty. Buty służą do chodzenia. Dlatego ważne, że wędrowali przez zielony to ludzie, którzy malują obrazy. Do czego służą obrazy? Są na to różne odpowiedzi, trudno sprowadzić je do jednej. To, że tu wypisuję jakieś rzeczy nie znaczy, że przez obrazy chciałem coś powiedzieć, co można po prostu powiedzieć, i tyle: wręcz przeciwnie, potrzeba właśnie obrazu, tak jak buta się nie zastąpi jakimś dobrym w rozmowie o malarstwie ktoś pyta, o co tu chodzi: czemu maluję takie obrazy? czy nie mogłyby być mniej koślawe? czy chcę coś przez to powiedzieć, czy się do czegoś odwołuję, czy świadomie coś przetwarzam, czy walczę o coś, czy wynalazłem coś nowego, czy to jest z duchem czasu? To miło zawsze, że można porozmawiać, bo wiadomo jak trudno przełamać efekt spalonej ziemi, jaka wytwarza się wokół ""artysty"" i jego "" dzieła"". Wcale się nie dziwię. Cieszę się z rozmów, bo trudno jest gadać o obrazach, a bardzo ważne dla mnie jest by się o nich czegoś dowiedzieć. Niezależnie od odpowiedzi na te wszystkie pytania inne pytanie uważam za ważniejsze dla siebie: czy jestem jeszcze choć trochę żywy, czy obrazy faktycznie potrzebne są mi do życia, i jaki mają z tym życiem związek? Bo co miałoby być ważniejsze?Nowość i rewolucyjność stały się współczesnym akademizmem: są podejrzane o bycie marketingową sztuczką handlową wykorzystującą lewicowe hasła dla rozreklamowania czegoś, co albo nie jest nowe, albo już nie jest potrzebne człowiekowi do niczego, bo nie starczyło czasu, by to wypróbować. Jeśli najważniejsza jest i szybkość i nowość, to albo trzeba sprzedać coś starego pod pozorem nowości, albo wcisnąć coś czego nowość jest jedyną najważniejszy jest kontekst, odwołanie do innych dzieł, wygląda na to, że nic nas nie uratuje od uduszenia się w świecie sztuki, która mówi o sztuce, do niej się odwołuje, ją neguje, od niej ucieka, ją goni, i tak dalej, nie pozostawiając już żadnej przestrzeni, żadnego otworu, żadnego powietrza dla nas. Ale nie! na szczęście chyba nie będzie tak źle, bo przecież sztuka taka - nagle się można zorientować - nie ma nic z nami wspólnego, nie zawiera nas, a zawierając tylko samą siebie coraz bardziej okazuje się żałośnie mała, aż do punktu, w którym zanika zupełnie, i po najważniejsze jest przesłanie, to sugeruje że obraz jest przede wszystkim rebusem czy ogłoszeniem. Nieistotne są wtedy emocje, tylko racjonalne działania: wciąż pokutuje przecież przekonanie, że o ile zwierzęta kierują się instynktem, człowiek kieruje się rozumem. To są chyba ślady nierealistycznej wizji człowieka, opartej na braku akceptacji emocjonalności, i na negowaniu związku między człowiekiem a innymi zwierzętami. W myśl tej wizji ludzie nie mają instynktu, emocje z instynktem nie mają żadnego związku, a i tak lepiej o nich nie rozmawiać, najwyżej z terapeutą. Są rzeczy o których można rozmawiać w towarzystwie, i takie, o których nie można. Można mówić o polityce, nie można - o emocjach. Obrazy prawicowe i lewicowe to chyba jednak coś takiego, jak prawicowe i lewicowe by w towarzystwie nie okazać się dzikim: oczywiście czasem dobrze jest być niby-dzikim, ale nie dzikim. Dzicy są w afryce i oceanii, ich sztukę trzyma się w osobnych muzeach, bo to jest co innego. Artysta może się jedynie do tego świadomie odwoływać (racjonalnie i dla dobra społecznego). Negowanie wspólnego podłoża sztuki jednak to nic innego, jak wysublimowany kolonializm. To samo ze sztuką ludową, której wstydzi się bardziej ten, kto bardziej się boi, że mógłby być poniżany jako się nad tym, co jest ważne w sztuce warto zapytać wydaje mi się o to, kiedy i czemu powstała. Nie wydaje się skutkiem jakiegoś konkretnego systemu społecznego, a raczej powtarzalną we wszystkich znanych kulturach cechą człowieka, od zbieracko - łowieckich wspólnot, tworzących przedstawienia w jaskiniach, czy innych świątyniach jak tajemnicza Gobekli Tepe. W języku biologii ewolucyjnej rozsądne jest powiedzieć, że sztuka jako predyspozycja jest instynktowna, wrodzona, że jest przystosowaniem służącym pierwotnie porządkowaniu i uwspólnianiu emocji grupy. Kilka takich szczególnych przystosowań jak wspólny śpiew, śmiech, płacz, taniec, zainteresowanie opowiadanymi historiami, pojawiły się prawdopodobnie już dawno, ze dwa miliony lat temu u gatunku, którego system społeczny w bardzo szybkim tempie, kilku milionów lat zmienił się z hierarchicznego poligamicznego (jak u szympansów) do komunistycznego i monogamicznego (jak w większości społeczności zbieracko - łowieckich), ponieważ tylko współpraca w grupie stwarzała szanse na przetrwanie na otwartych przestrzeniach, na jakich się znaleźli wskutek przemian klimatycznych towarzyszących epoce lodowcowej nasi przodkowie. Drapieżnictwo było drugim powodem, dla którego system społeczny musiał się zmienić na komunistyczny, bo bez kłów i pazurów ludzie mogli działać tylko zespołowo. Rewolucja neolityczna przyniosła, wraz ze zwiększeniem liczby ludności i własnością, zmianę systemu społecznego, ale nie zdążyła zmienić w znaczący sposób instynktownej konstrukcji człowieka. W hierarchicznych grupach nie przestaliśmy na przykład marzyć o równości i wspólnocie. To, co jest elementem ukształtowanej ewolucyjnie psychiki trwa jako potrzeba. Mówienie w latach siedemdziesiątych XX wieku że malarstwo się skończyło było czymś mniej więcej takim, jak powiedzenie, że skończyły się obiady, i że nie będzie już więcej seksu. Faktem jednak jest, że podstawowe potrzeby łatwiej lub trudniej jest realizować w zależności od systemu społeczne wytworzone wokół sztuki traktowanej jak wynalazek nowoczesności skutecznie dość zerwały związek między sztuką a potrzebami, oddając pole mechanizmom, produkującym zapychacze potrzeb wizualnych przy wykorzystaniu łatwych technologicznych chwytów wymagających mało czasu. Związek sztuki z życiem to nie jest jednak coś, czym lewica z prawicą mogłyby się zajmować. Tym trzeba zająć się obraz pozwala mi porządkować świat i szukać w nim swojego miejsca, poczuć się u siebie. To jest, jeśli trzeba sprecyzować, rodzaj rytuału związanego z życiem. Malowanie pozwala mi poczuć przestrzeń, zmagać się z nią, być znacznie bardziej swobodnym czy w jakimś sensie dzikim, niż pozwalają na to wymagania życia społecznego. Takie malowanie wymaga bezpośredniego kontaktu z przestrzenią. Jest opowieścią o kontakcie ze światem i sposobem kontaktowania się ze światem. Pozwala mi łączyć różne emocje z elementami obrazu, i sprawdzać między nimi relacje, uzewnętrzniając wewnętrzną przestrzeń. Będąc do pewnego stopnia terapią zajęciową ma jednak, jako rytuał, podtekst metafizyczny w tym sensie, że pokazuje istnienie i związek wielu płaszczyzn, nie tylko płaszczyzny współczesnego, lub projektowanego społeczeństwa. Oferuje rozwiązanie na płaszczyźnie obrazu, i sugeruje związek, a nie przeciwstawienie się obrazu i życia. Skoro działało w paleolicie, czemu należałoby sobie tego dziś odmawiać? Nie wymyślam obrazów od zera, ale maluję te motywy, które wydają mi się w danym momencie najbardziej podstawowe i konieczne, nawet jeśli mogłyby wydawać się przygłupiaste. Mam nadzieję, że w związku z tym mogą się okazać potrzebne i komuś innemu. Nie wiem jednak do końca nic na ten temat, dlatego cieszę się z robią dla innych buty, buty to wynalazek znacznie nowszy niż sztuka, dobrze by wędrowali i je testowali. Malarzom nie zaszkodzi chyba też wypróbowywać na sobie to, co robią. Nie zaszkodzi też nikomu wędrować przez zielony las.
Statystyki sądowe dotyczące spraw sądowych o odszkodowania i zadośćuczynienia w związku z mobbingiem nie napawają optymizmem. Z danych Wydziału Statystycznej Informacji Zarządczej Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że postępowania sądowe inicjowane przez ofiary mobbingu trwają miesiącami, a zdecydowana większość kończy się niekorzystanie dla pracowników. Przykładowo w 2021 r. w sądach rejonowych toczyło się kilkaset spraw o zadośćuczynienie z tytułu mobbingu. 292 sprawy zostały zgłoszone przez kobiety, a 156 – przez mężczyzn, z których załatwiono: 111 – w przypadku kobiet i 66 – w przypadku mężczyzn. W sumie tylko w 17 sprawach sądy przyznały rację pracownikom. W poprzednich latach wcale nie było lepiej. Czytaj również: Pandemia sprzyja mobbingowi w pracy>> Czytaj też: Molestowanie seksualne w miejscu pracy - komentarz praktyczny >>> Przepisy nieprzychylne dla ofiar - Przepisy dotyczące mobbingu nie są zbyt przychylne dla jego ofiar i na pewno nie zachęcają do dochodzenia swoich praw przed sądem. To na ofierze spoczywa obowiązek udowodnienia mobbingu, co nie jest wcale zadaniem łatwym. W konsekwencji, wiele ofiar nie decyduje się na skierowanie sprawy do sądu i woli skoncentrować się na zmianie pracy i zapomnieniu o traumatycznych przeżyciach. Myślę, że czas w końcu przestać udawać, że problem mobbingu nie istnieje tylko zacząć działać. Obowiązujące przepisy w zderzeniu z rzeczywistością zbyt często okazują się niewystarczające – nie są one zbyt odstraszające dla sprawców, nie pomagają ofiarom w dochodzeniu roszczeń, a ich nieprecyzyjność stanowi zachętę dla osób zarzucających bezpodstawnie mobbing w miejscu pracy, co generuje zupełnie niepotrzebne problemy dla pracodawców i naraża ich na dodatkowe koszty - mówi dr radca prawny Mateusz Gajda, adiunkt Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, Senior Associate w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr, członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Walki z Molestowaniem i Mobbingiem. Wywiad z dr. Gajdą opublikujemy we wtorek. Czytaj też: Mobbing a praktyka zarządzania personelem >>> Jeden przepis w Kodeksie pracy i bez wytycznych dla pracodawców Mobbingowi poświęcony jest jeden przepis w Kodeksie pracy. To art. 94(3). Jego par. 1 zobowiązuje pracodawcę do przeciwdziałania mobbingowi. Definicję mobbingu zawiera par. 2. Zgodnie z nią, mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Czytaj też: Procedura antymobbingowa - poradnik krok po kroku >>> Czytaj też: Mobbing a oceny pracownicze >>> Pracownik, u którego mobbing wywołał rozstrój zdrowia, może – na podstawie par. 3 - dochodzić od pracodawcy odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Natomiast pracownik, który doznał mobbingu lub wskutek mobbingu rozwiązał umowę o pracę, ma prawo – jak mówi par. 4 - dochodzić od pracodawcy odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę, ustalane na podstawie odrębnych przepisów. Jak podkreśla dr Mateusz Gajda, przepisy ochronne są niezwykle lakoniczne, a czytelnik kodeksu pracy może odnieść wrażenie, że zostały one napisane lekkomyślnie i niedbale. - Takie podejście jest ewenementem na skalę światową, ponieważ wielu zagranicznych ustawodawców zdecydowało się na wprowadzenie bardziej obszernych regulacji, wyznaczających pracodawcom konkretne prewencyjne obowiązki i wsparcie ich w opracowaniu strategii walki z mobbingiem – podkreśla. Według niego, obowiązujące przepisy nie pomagają ofiarom i pracodawcom, a wprost przeciwnie w niektórych sytuacjach komplikują ich sytuację. Nieścisłości przepisów są jednocześnie świetnie wykorzystywane przez osoby, które bardzo chętnie zarzucają całkowicie bezzasadnie pracodawcom mobbing wykorzystując brak odpowiedniego przygotowania zakładu pracy na skargi od pracowników. Czytaj też: Mobbing – oczami prawnika, oczami pracownika, oczami pracodawcy >>> - Taki stan rzeczy jest możliwy głównie dzięki lakoniczności przepisów, które nie wymagają wprowadzania prewencyjnych procedur oraz nie precyzują co właściwie powinno się w nich znaleźć. W konsekwencji, wdrożenie procedury następuje najczęściej po zarekomendowaniu takiego działania przez prawników i dział HR, którzy wyręczają niejako ustawodawcę w edukowaniu osób decyzyjnych w zakładzie pracy, niestety bardzo często po otrzymaniu pierwszej skargi antymobbingowej – dodaje. WZORY DOKUMENTÓW: Odpowiedź pozwanego na pozew w sprawie o mobbing - WZÓR > Wypowiedzenie umowy o pracę z winy pracodawcy (mobbing) - WZÓR > Postanowienie w sprawie przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego lekarza (psychiatry) – sprawa o mobbing - WZÓR > Osób poddawanych mobbingowi może być więcej Jak podaje Główny Urząd Statystyczny w informacji z 2021 r. „Wypadki przy pracy i problemy zdrowotne związane z pracą”, spośród 16,3 mln pracujących w II kwartale 2020 r. 7,3 mln pracujących wskazało występowanie w miejscu pracy czynników, które mogą mieć niekorzystny wpływ na dobrostan psychiczny, w tym 66,5 proc. wskazało więcej niż jeden niekorzystny czynnik. W porównaniu z edycją badania realizowanego w 2013 r. odnotowano wzrost udziału pracujących narażonych na tego typu czynniki o 4,7 proc. - Najczęściej występującym czynnikiem niekorzystnym, wskazanym przez 24,2 proc. pracujących, była duża presja czasu lub nadmierne obciążenie ilością pracy (dla 18,9 proc. pracujących był to główny czynnik niekorzystny dla dobrostanu psychicznego). Drugim czynnikiem oddziałującym niekorzystnie, wskazanym przez 20,9 proc. pracujących, był kontakt z trudnymi klientami, pacjentami, uczniami itp. (dla 14,2 proc. pracujących był to główny czynnik niekorzystny) – czytamy w informacji. Czytaj też: Badanie psychospołecznych warunków pracy - znaczenie, zakres, przykłady >>> Według GUS, na czynniki niekorzystne dla dobrostanu psychicznego częściej narażone były kobiety – 48,4 proc. pracujących kobiet wskazało występowanie w miejscu pracy przynajmniej jednego czynnika niekorzystnego dla dobrostanu psychicznego (u mężczyzn - 42,4 proc.). Czynnikami, które częściej wskazały kobiety były: kontakt z trudnymi klientami, pacjentami, uczniami itp. (27,1 proc. kobiet i 15,9 proc. mężczyzn), niepewność zatrudnienia (obawa związana z możliwością utraty pracy), którą wskazało 11,7 proc. kobiet i 11,1 proc. mężczyzn oraz negatywny wpływ niedostatecznej komunikacji lub współpracy w ramach organizacji (2,9 proc. kobiet i 2,6 proc. mężczyzn). - Mężczyźni częściej wskazywali dużą presję czasu lub nadmierne obciążenie ilością pracy (24,4 proc. mężczyzn i 23,8 proc. kobiet) oraz przemoc lub zagrożenie przemocą (odpowiednio 1,2 proc. i 0,8 proc.) – podaje GUS. Zapytaliśmy Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej o to, czy monitoruje sprawy o mobbing, molestowanie i molestowanie seksualne w miejscu pracy i poprosiliśmy o udostępnienie statystyk spraw sądowych. W odpowiedzi przekazano nam, że szczegółowe dane statystyczne dotyczące liczby (ewidencji) spraw/postępowań sądowych dotyczących mobbingu, molestowania i molestowania seksualnego zarejestrowanych w I instancji w sądach rejonowych i w sądach okręgowych można uzyskać w Ministerstwie Sprawiedliwości i podano link do statystyk za lata 2011-2021. Czytaj też: Mobbing - konsekwencje dla firmy i sposoby przeciwdziałania >>> O monitorowanie spraw o mobbing zapytaliśmy też Główny Inspektorat Pracy. Juliusz Głuski, rzecznik prasowy GIP potwierdził, że Państwowa Inspekcja Pracy prowadzi monitoring skarg o mobbing w miejscu pracy. Takie zestawienia przygotowuje Departament Planowania, Analiz i Statystyki. Z reguły skarga w tym zakresie kończy się kontrolą. - W Polsce nie znamy prawdziwej skali zjawiska mobbingu w miejscu pracy. Statystyki sądowe nawet tego nie oddają, bo tylko niewielki procent spraw trafia do sądów. A problem istnieje. Moim zdaniem, jego źródła należy upatrywać w definicji i podejściu sędziów polegającym na skrupulatnym dociekaniu i badaniu, czy wszystkie zdarzenia wypełniają elementy z definicji. Myślę, że bierze się to stąd, że kierunek obrany przez SN przypomina tryb postępowania karnego, w którym badane są znamiona przestępstwa. Sędziowie nie patrzą na sprawę o mobbingu z szerszej perspektywy – mówi dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, kierownik Katedry Prawa Pracy, radca prawny. Tymczasem, jak podkreśla, wystarczyłoby, aby sądy badały, czy była bezprawność działania pracodawcy i krzywda pracownika. – To zaś, czy w wyniku uporczywego i długotrwałego nękania lub zastraszania pracownika doszło u niego do zaniżonej oceny przydatności zawodowej w prawie pracy nie ma żadnego znaczenia. Może w psychiatrii czy w psychologii byłoby to przydatne, ale nie w prawie pracy –podkreśla prof. Monika Gładoch. I dodaje: - Jeszcze raz powtórzę: kluczowa jest bezprawność i krzywda pracownika, która jest skutkiem naruszenia prawa przez pracodawcę. Jest konwencja MOP, ale Polska nie jest zainteresowana jej ratyfikacją Okazją do poprawy sytuacji osób poddawanych mobbingowi w pracy mogłaby być implementacja konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy nr 190 dotyczącej przemocy i molestowania w świecie pracy z 2019 r., ale nie będzie. - Polska nie jest stroną (nie ratyfikowała) Konwencji MOP nr 190 dotyczącej przemocy i molestowania w świecie pracy z 2019 r., w związku z tym nie jest zobowiązana do implementowania jej do polskiego porządku prawnego – przekazało nam MRiPS. Tymczasem w opinii dr Mateusza Gajdy, Polska powinna ratyfikować tę konwencję i powinna znowelizować obecne przepisy. – Ratyfikacja konwencji polepszyłaby sytuację ofiar wszelkich przejawów przemocy w pracy (w tym mobbingu), a także samych pracodawców, którzy otrzymaliby jasne wytyczne dotyczące przeciwdziałania przemocy w pracy. Polski ustawodawca powinien określić precyzyjnie, na jakich zasadach powinno odbywać się zgłaszanie różnych przypadków przemocy w pracy. Wdrożenie procedury nie powinno być traktowane jako wyraz dobrej woli pracodawcy, lecz jako ustawowy obowiązek. W przepisach powinny być też określone minimalne wymogi, jakie powinna spełniać procedura. Bo, jak pokazuje praktyka, brak szczegółowych wytycznych odbija się negatywnie na jakości procedur wdrożonych przez pracodawców nieposiadających specjalistycznej wiedzy – uważa. Z jednej strony utrudnia to ofiarom zgłaszanie problemu, a z drugiej naraża pracodawców na zarzut braku przeciwdziałania mobbingowi. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.
Kiedy Robert Lewandowski oświadczył wszem i wobec, że życzy sobie przywdziewać bordowo-granatowy trykot Dumy Katalonii, momentalnie rynkowa karuzela rozkręciła się do zawrotnej prędkości, a zaledwie tłem całej sagi stały się czynniki, które w przypadku zwykłego śmiertelnika decydowałyby o losach tego transferu – pieniądze, kontrakty, marki, tradycje, dumy i kaprysy. Bayern musiał go sprzedać, a Barcelona musiała go kupić. Tak oto unaoczniła się figura jednego z największych przedstawicieli ery, w której piłkarze wcale nie są mniejsi od klubów. Joan Laporta, prezydent wicemistrza Hiszpanii, rzucił, że barcelońskiemu środowisku schlebiają deklaracje, przychylności i priorytety Lewandowskiego. Przez cały maj, cały czerwiec i pół lipca latała za nim chmara dziennikarzy i biła pianę: „Na jakim etapie są rozmowy z Lewandowskim?”, „Co możecie zaoferować Lewandowskiemu?”, „Kiedy ogłosicie Lewandowskiego?”. Refren życia sześćdziesięcioletniego działacza brzmiał wyjątkowo monotematycznie – „Lewandowski, Lewandowski i jeszcze raz Lewandowski”.Słowo stało się ciałemSzum wokół polskiego napastnika dopadł też innych możnych tego klubu – od dyrektorów, przez trenerów, po piłkarzy. Mateu Alemany uspokajał, że choć rozmowy trwają, nic nie jest jeszcze przesądzone, więc zbyteczne są wszelkie podniety i euforie. Xavi zgrabnymi komunałami zbywał pytania o wkomponowywanie wielkiego snajpera do swojej układanki, ale nie mógł zatrzymać kawalkady plotek, które pęczniały w zawrotnym tempie i urastały do rangi wydarzenia narodowego, kiedy wylądował z przyszłym podopiecznym w tej samej restauracji na Ibizie. Nawet taki Frenkie de Jong stawał przed kamerami telewizyjnymi przy okazji reprezentacyjnego meczu Holandii z Polską i wygłaszał krótkie przemówienia o wielkości polskiej dziewiątki. Nie dało się od tego obietnicy transferu Lewandowskiego do Barcelony stał się Gerard Romero, odprawiający dziko rytualne tańce streamer w czapce z daszkiem o niezmordowanej pasji do głoszenie dobrej nowiny w rytmie modlitwy „coś się dzieje”, pod którą pozornie kryły się loty Piniego Zahaviego, kolacje Joana Laporty i podbicia karty na zakładzie Mateu Alemany’ego, a prawdziwie nadzieja na dzień, w którym kapitan reprezentacji Polski zostanie nową gwiazdą katalońskiego klubu. To była zbiorowa euforia, istna piłkarska słowo stało się niż klubRobert Lewandowski wprosił się do Barcelony. Gdyby nie zakomunikował publicznie, że życzy sobie transferu na rok przed wygaśnięciem kontraktu z Bayernem, Duma Katalonii nawet nie spojrzałaby w jego stronę. W lecie 2023 roku – niewykluczone, może zwęszyłaby swoją okazję na przygarnięcie świetnego piłkarza bez konieczności płacenia kilkudziesięciu milionów euro w dobie kryzysu. Ale w lecie 2022 roku? W uprzytomniające tony uderzał Uli Hoeness: – Barcelona chce pozyskać Lewandowskiego, a pół roku temu miała miliard zadłużenia i na niemieckiej ziemi już dawno byłaby bankrutem. Uli Hoeness – legendarny prezydent Bayernu Monachium – potęgę swojej pozycji w świecie futbolu budował jednak w czasach, gdy kluby jawiły się jako monumentalnie większe niż nawet najbardziej fenomenalni zawodnicy. Lata mijały, piłkarze zyskiwali prawa, stawali się celebrytami, dryfowali od statusu niewolników, przez status pracowników, po status najemników, ale prawie zawsze i prawie wszędzie, jeśli grube ryby i siwowłose autorytety prowadziły ich twardą ręką, musieli wywiązywać się z obowiązujących kontraktów i uznawać wyższość marek nad własną sławą. Hoeness nie rządzi już w Bayernie, ale niezmiennie alergicznie reaguje na rewolucję w tej myśli pewnie, że za jego czasów – jakież to urocze określenie – polski gwiazdor musiałby wypełnić swoją umowę. Przecież ostatnimi miesiącami trąbił, że Polak nigdzie nie rusza się z Bawarii, a Hasan Salihamidzić i Oliver Kahn – jego ludzie na ciepłych posadach w monachijskim klubie – zgrywali twardzieli na hoenessowy wzór i prowadzili skazaną na niepowodzenie narrację o treści – „Lewandowski jest piłkarzem Bayernu, a póki jest piłkarzem Bayernu, nie odejdzie z Bayernu na własny kaprys”. Ten jednak za nic miał groźby, czcze gadki, prężnie muskułów. Chciał odejść, więc odszedł. I do tego dokładnie tam, gdzie sobie dlatego, że w ramach swojej kariery Robert Lewandowski jest większy niż jakikolwiek klub. Swój stosunek do wszelkich pracodawców określił już dekadę temu. Nie deklaruje przywiązania do barw klubowych. Nie bredzi o nienawiści do odwiecznych rywali. Nie całuje herbów po golach. Zarabia pieniądze za wybitne kopanie piłki – wygrywanie trofeów, strzelanie, asystowanie, liderowanie. Wobec tego nie czuje się marionetką na sznurkach, która podnosi ręce i otwiera buzię, gdy takie ruchy wymyśli sobie jakiś tajemniczy boi się tego, kim jest– Coś we mnie w środku zgasło. I tego nie da się przeskoczyć. Chcę więcej emocji w swoim życiu. Jeśli jesteś w klubie tyle lat, zawsze byłeś w gotowości, byłeś dostępny, pomimo kontuzji i bólu dawałeś z siebie wszystko, to myślę, że najlepiej będzie znaleźć dobre rozwiązanie dla obu stron. A nie szukać jednostronnej decyzji. To nie ma sensu. Nie po takim czasie – mówił w podcaście u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego w tamtej rozmowie Lewandowski przekonywał też, że przestał bać się „tego, kim jest”, a wraz z tą zmianą „skończyła się era skromności”. Stał się jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii Bundesligi. Strzelił w niej ponad trzysta goli. Zdobył dziewiętnaście trofeów z Bayernem Monachium. Uczestniczył w jednej z najpiękniejszych dekad w historii klubu. Pobił zakurzony rekord Gerd Müller z 1972 roku i został wybrany najlepszym piłkarzem na świecie w 2020 roku. To opis profilu gwiazdora, który imponuje profesjonalizmem i dążeniem do doskonałości, ale też komunikuje własne emocje i poglądy, bo oprócz wybitnym ciałem posługuje się też uczuciami, sercem i Messi powiedział kiedyś, że włada nim lęk przed wyrażaniem własnego zdania, bo zna go każdy człowiek na świecie. Roberta Lewandowskiego uwielbiają miliony kibiców pod różnymi szerokościami geograficznymi, ale nie otacza go aura świętości, nie wyniesiono go na głowę własnego kościoła, więc nie przeistoczył się w niewolnika cudzej woli. Przy transferze do Barcelony niebagatelne znaczenie miały więc wszystkie strzelone gole i wygrane trofea, trendy w futbolu, zmiany sportowe i koncepcyjne w Bayernie, zatrudnienie obrotnego Piniego Zahavi, ale koniec końców ten ruch byłby prawie niemożliwy, gdyby Lewandowski ukrywał się za zasłoną dymną i nie powiedział wprost: „Ochodzę z Bayernu, przychodzę do Barcelony”. Trzydziestotrzylatek musi mieć świadomość mocy swojej pozycji w branży, choć jeszcze niedawno rozmiar tej wszechmocy unaoczniał się tylko w mikro-skali polskiego środowiska Krychowiak opowiadał w Foot Trucku, że gdy kapitan kadry wyrażał niezadowolenie po wygranym meczu w przeciętnym stylu, odbierał tym samym radość z wiktorii całej reszcie drużyny. Jerzy Brzęczek cierpiał na kryzys wizerunkowy, a największa gwiazda jego drużyny legitymizowała narodowe wotum nieufności wobec byłego selekcjonera, wyrażając zrezygnowanie wymownym milczeniem na pytanie o pomysł taktyczny po nieudanym meczu z Włochami w Lidze Narodów. Zbigniew Boniek tłumaczył się z jego krytycznych słów o polskim szkoleniu, a Czesław Michniewicz odpowiadał na królewską przyganę w temacie toporności sposobu gry młodzieżówki. Ba, taki Paulo Sousa nie został zjedzony po beznadziejnym Euro, ponieważ mógł liczyć na łaskawość słowem, jednym gestem, jednym golem ten wielki snajper może zdziałać bardzo wiele na korzyść albo niekorzyść każdego człowieka związanego z polskim futbolem. Każdy musi się z nim liczyć, każdy musi się w niego wsłuchiwać, każdy musi przekonać go swoim talentem, pomysłem i na własnych zasadachW pewnym momencie na podobnej zasadzie zaczęło to działać w Bayernie. Kilka lat temu Lewandowski publicznie i skutecznie przymuszał klubowe władze do przeprowadzenia transferów i sprowadzenia mu godnych boiskowych partnerów. Przez ostatni rok Julian Nagelsmann od czasu do czasu podkreślał, jak kluczowa jest aprobata dla jego metod pracy wyrażana przez największe gwiazdy Bayernu z Polakiem na czele. Ten już wcześniej bywał bezwzględny. Jeśli jakiś trener się nie sprawdzał, ani tego nie krył, ani tego nie akceptował. Swojego czasu – ogólnikowo, bo ogólnikowo – wyliczał, ile zawdzięcza Jurgenowi Kloppowi, Pepowi Guardioli, Carlo Ancelottiemu, Juppowi Heynckesowi i Hansiemu Flickowi. Nieprzypadkowo w tym rachunku pominął Niko Kovaca, któremu w monachijskim gigancie nie takiej władzy trzeba umieć robić użytek. Tego lata Robert Lewandowski skorzystał z wypracowywanego latami zaplecza własnej wielkości. Wygasła jego pasja do gry w Bayernie Monachium, więc pomachał Bayernowi Monachium na „do widzenia”. Zażyczył sobie emocji i transferu do Barcelony, więc stworzył sobie przestrzeń dla nowych wrażeń i wywalczył sobie transfer do markę. Wzrasta jego prestiż. Barcelona – klub popularniejszy niż Bayern – zatrudniła pierwszego wybitnego piłkarza po odejściu Leo Messiego. El Clasico – najchętniej oglądany mecz globu – zyskuje ekscytującą rywalizację dwóch najlepszych napastników świata: Karima Benzemy i Roberta Lewandowskiego. Polak powalczy z Francuzem o tytuł króla strzelców La Ligi. I chyba będzie nawet faworytem. To się właśnie nazywa życie na własnych więcej o Robercie Lewandowskim:Kolejny selekcjoner, kolejne kłopoty. Era Lewandowskiego zostanie zmarnowana?Suarez, Eto’o, Zlatan, Kluivert… Najsłynniejsi napastnicy Barcelony w XXI wiekuFot. Newspix/Fotopyk
18+ Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach Za to jak skończę, strzelę sobie piwko. © 2007-2022. Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów i komentarzy zamieszczonych przez użytkowników jest przeznaczony wyłącznie dla użytkowników pełnoletnich. Musisz mieć ukończone 18 lat aby korzystać z • FAQ • Kontakt • Reklama • Polityka prywatności • Polityka plików cookies
Na transferze Roberta Lewandowskiego nikt nie wygra. Bayern stracił napastnika, a dla piłkarza nie jest to awans. Przejście Lewandowskiego do Barcelony nikogo nie uszczęśliwi – ocenia publicysta „Die Zeit”. W komentarzu opublikowanym w internetowym wydaniu tygodnika „Die Zeit” Oliver Fritsch porusza pięć punktów mających potwierdzić jego tezę, iż „w tym transferze nie ma zwycięzców”. Bayern stracił siłę przyciągania Obecność Lewandowskiego w Bayernie, która była sukcesem, mogła potrwać jeszcze dwa lata. Polak należał obok Manuela Neuera i Thomasa Muellera, którzy są w zespole dłużej od niego, do filarów drużyny. Lewandowski był sześć razy królem strzelców, raz z rekordowym wynikiem 41 trafień. Dotychczas regułą było, że to klub z Monachium żegna się z zawodnikiem. Przewodniczący zarządu Oliver Kahn musiał tym razem przyznać, że jego klub stracił na sile przyciągania i autorytecie. Bayern nie ma zdaniem autora na miejsce napastnika żadnego „perfekcyjnego zastępcy”. Sadio Mane z Liverpoolu nie jest gorszym piłkarzem, ale gra na innej pozycji. Lewandowski był zapewne słabszy technicznie, ale był doskonałym wykonawcą ofensywnej drużyny i pasował szczególnie do Muellera. Lewandowski chciał od dawna przenieść się do wielkiej drużyny, kokietował kilka lat temu Real Madryt, jednak przejście do Barcelony nie jest skokiem w górę. Barcelona wpadła w poślizg FC Barcelona jest co prawda jedną z całkiem wielkich marek, jednak kilka lat temu klub „wpadł w poślizg”. Ostatni finał Champions League z jego udziałem miał miejsce w 2015 roku. Od tego czasu Barcelona doznała szeregu spektakularnych porażek, 0:4 w Liverpoolu, 0:3 w Rzymie, 2:8 przeciwko Bayernowi. Dziesięć lat temu „tikitaka” Barcy był miarą, dziś, gdy w modzie jest futbol fizyczny, drużyna z Barcelony nie jest do tego przygotowana. Szansa na wejście z Barceloną w ciągu dwóch najbliższych lat do finału Champions League są bardzo małe, natomiast Bayern należy ciągle jeszcze do sześciu-ośmiu drużyn, które mają szansę na wielki tytuł. Lewandowski korzystał z dominacji Bayernu Transfer nie pasuje do filozofii Barcelony. Wysoko zadłużony klub płaci prawie 50 mln euro za napastnika, który w przyszłym miesiącu skończy 34 lata. W Monachium mówi się, że Lewandowski bardziejzależał od Bayernu niż Bayern od Lewandowskiego. Jako napastnik korzystał z ery dominacji Bayernu. Strata dla Bundesligi Po Erlingu Haalandzie Bundesliga traci drugiego wspaniałego napastnika. Czy szum wokół niego w Niemczech przetrwa jego odejście? Wkrótce może się okazać, że 30 bramek, które strzelał w każdym sezonie, jest nie tyle dowodem na jego kunszt, co raczej argumentem na niekorzyść Bundesligi. Rozstanie w złym stylu Lewandowski stał się w Monachium światową gwiazdą. Koszulkę z jego nazwiskiem noszą nie tylko dzieci na niemieckich boiskach i ulicach. Ta relacja kończy się „wojną w rodzinie”. Obie strony źle o sobie mówiły i rozpowszechniały nieprawdę. Niektórzy mówią – taki jest zawodowy futbol. Ale to nieprawda. Rzadko odbywa się to w tak złym stylu. Zakończenie w ten sposób wspólnej historii sukcesu, bez cienia sentymentu, nie wystawia dobrego świadectwa ani polskiemu napastnikowi, ani klubowi – podsumowuje Oliver Fritsch.
nikt nie będzie z tego strzelał